Powrót Cannavaro?!

cannavaro_13123151

Poniższy post jest pierwszym z nowo zapoczątkowanej przeze mnie – fana (jeśli nie fanatyka) Juventusu – serii.

Końcówka sezonu w wykonaniu Juve nie jest zbytnio imponująca. Z walki o mistrzostwo Włoch zostały tylko marzenia, ba, Juventus w skutek fatalnych wyników spadł na trzecie miejsce w tabeli, kosztem mediolańskiego AC Milanu. Fatalna dyspozycja piłkarzy, odpadnięcie z Ligi Mistrzów, Pucharu Włoch (przegrana w dwumeczu z Lazio) i słabe wyniki w lidze skłoniły będący pod falą krytyki zarząd do obiecania wzmocnień w letnim marcato. Dyrektor sportowy Juve – Alessio Secco już zapowiedział, że zostana dokonane w czasie tego okienka niezwykle spektakularne transfery i Juve pozyska, jak to określa Secco, „Wielkich Mistrzów”. Tylko co Secco rozumie przez to pojęcie? Ja osobiście mam dość „mega giga super ultra” transferów w jego wykonaniu i hucznych zapowiedzi, po których sprowadza się za duże kwoty nieprzydatnych graczy pokroju Christiana Poulsena.

W ostatnich tygodniach coraz częściej i głośniej mówi się o powrocie syna marnotrawnego Fabio Cannavaro na łono miłosiernego ojca – Juventusu. Temat ten wzbudza wiele kontrowersji, pamiętamy przecież, że jeden z najlepszych włoskich obrońców ostatnich lat, wicemistrz Europy z roku 2000 i mistrz świata z 2006, zdobywca tytułu najlepszego piłkarza roku 2006 opuścił stolicę Piemontu po wybuchu afery Calciopoli i degradacji Bianconerich do SerieB, a więc opuścił tonący statek i tym samym popadł w niełaski u zdecydowanej większości tifosich Starej Damy. Ale bądźmy szczerzy – Juve potrzebuje wzmocnień i to poważnych, co pokazują choćby ostatnie mecze poniżej krytyki i absolutny brak formy już od połowy kwietnia. Sytuacji nie polepszają także zupełnie chybione w mojej opinii transfery Secco (którego uważam za niekompetentnego i uważam, że jego umiejętności są niewystarczające jak na tak renomowanego pracodawcę). Tak więc ochłońmy, rozważmy za i przeciw i zastanówmy się spokojnie czy to dobre posunięcie w wykonaniu krytykowanego zarządu Juve.

Najpierw rozważmy może pozytywne strony możliwego transferu. Po pierwsze – sezon ten pokazał dobitnie, że defensywa Juventusu nie jest szczelna, ba – w momencie, gdy kontuzjowany był Giorgio Chiellini, a Nicola Legrottaglie nie był w najwyższej formie – obrona Juve była dziurawa jak ser szwajcarski. Również poczynione wzmocnienia były niewystarczające –  Olof Mellberg w swoim nowym klubie gra do tej pory co najwyżej przeciętnie (w przeciwieństwie do wyśmienitych momentami występów w reprezentacji Szwecji), a pozyskany z Livorno na zasadzie współwłasności karty zawodniczej Dario Knežević okazał się kompletnym niewypałem. Fabio Cannavaro mógłby pomóc „załatać” defensywę Juventusu. Drugim, niepodważalnym tym razem, atutem jest fakt, że Cannavaro będzie dostępny za darmo, gdyż w czerwcu tego roku kończy mu się kontrakt. Niewątpliwym atutem jest też to, że Fabio nie będzie miał problemów z aklimatyzacją w „nowym” klubie, wszak z powodzeniem występował już w biało-czarnym trykocie Juventusu.

Drugą stroną medalu jest m.in. to, że pomimo tego, że Cannavaro przyszedłby za darmo, na pewno jego kontrakt należałby do wyższych w zespole. Poza tym, mimo że Paolo jest prawdziwym profesjonalistą i na pewno poświęca dużo czasu na trening kondycyjny, do najmłodszych graczy już nie należy (13 września skończy 36 lat!). Niektórzy twierdzą, że piłkarze pokroju Del Piero, Maldiniego, Tottiego, czy Cannavaro właśnie nie starzeją się tak szybko, ale w przypadku tego ostatniego widoczne są już oznaki tego, że nie jest już w sile wieku (patrząc na „wiek piłkarski”) i powoli zaczyna „przekwitać”. Oznaki tego było widać w trakcie ostatniego sezonu w Realu, kiedy to Fabio miewał niekiedy problemy z koncentracją, a więc niezwykle istotnym atrybutem dla środkowego obrońcy. Należy też zwrócić uwagę na inny aspekt psychologiczny – jak będą czuć się inni Mistrzowie ze starego składu Juve (sprzed Calciopoli), którzy mimo degradacji do niższej klasy rozrywkowej nie opuścili klubu. Sprowadzenie „zdrajcy” (miano, którym określa się wielu piłkarzy, którzy opuścili Juve po wspomnianej aferze, w tym Cannavaro) na pewno mogłoby być czynnikiem deprymującym morale zawodników, którzy zostali ze Starą Damą na dobre i na złe – z Del Piero, Nedvedem, Buffonem, Camoranesim, Trezeguetem, czy Chiellinim na czele.

Reasumując. Moim zdaniem byłby to dobry transfer, ale pod paroma warunkami. Po pierwsze „stara gwardia” musiałaby zaakceptować to posunięcie, tak by nie psuło to później atmosfery w szatni. Po drugie kontrakt zaoferowany Cannavaro powinien zawierać pensję oszacowaną nie na podstawie jego dotychczasowych osiągnięć, a co najwyżej formy z ostatnich dwóch lat i nie powinien być przesadnie wysoki – ideałem byłoby, gdyby otrzymywał wynagrodzenie porównywalne z płacami takich zawodników jak Legrottaglie, czy Mellberg. Poza tym istotne jest również to, żeby nawet po podpisaniu umowy z Fabio nie poprzestawać na wzmocnieniach, nie tylko w obronie (która to wraz z linią pomocy wymaga najsilniejszej „ingerencji”), ale właściwie w każdej z formacji. Chyba tylko obsada bramki i atak nie wymagają pozyskiwania nowych graczy – istotniejszy jest bardziej fakt, by zatrzymać Trezegueta, o którym coraz częściej mówi się, że odejdzie.

cannavaro_real

3b-copy

Reklamy

My…

Kolejny tekst, który mi się bardzo spodobał i z którym mogę się łatwo utożsamić w kwestiach takich jak podejście do niektórych osób, relacji międzyludzkich, czy stosunków społecznych, natomiast jest też sporo sprzeczności i rzeczy z którymi się nie utożsamiam, lub do których odnosić się nie będę… 😉 Ostrzegam z góry, że cenzuralny NIE jest…

Mes – „My”

My nie pijemy na butelki, pijemy na półki
Na wypadek wszelki nosimy piersiówki
Ja mam swoje dziwne jazdy ale oprócz nich
też parę wspólnych cech z moimi ludźmi
Na ślubie boisz się że żonka miała z którymś z nas epizod
a my pytamy ją: „jak tam z intercyzą?”
Bywa ze w naszych lodówkach jadalny jest tylko szron
ale jesteśmy schludni, alkopoligamia.com
nasze kobiety Cie zgaszą jeśli je zaczepisz
bo czytały nieco więcej niż horoskop i przepis
kiedy się opierdalamy nie oczekujemy nagród
niemodnie, w mediach ludzie na tym trzepią w chuj hajsu
Ci nie są warci naszego pawia
szacunek budzi nie to co przyjmujesz a czego odmawiasz
nie imponują nam pieniądze więc weź o ich nie mów
wolimy wiedzieć co myślisz i czemu

bo my, tępimy głupotę każdego dnia
bo my, większość zwrotek zaczynam od ja
teraz my, nie Sekielski i Morozowski
Ten Typ to nie ciuchy Lacoste a dupy płyty i jadłospis
my, tępimy głupotę każdego dnia
słyszysz my, większość zwrotek zaczynam od ja
teraz my, z dala od plastikowych dziwek
liczymy że niegłupie poglądy też są zaraźliwe

daj mi chwile bym wziął wdech
liczę moich ludzi, liczę dalej niż do trzech
lubimy wąskie cipki i szerokie horyzonty
jak w TiVi trafi się miś, nikt nie wyłączy
dla Ciebie Kuba W dla nas był Mann i Materna
po używane książki do szkół szliśmy na kiermasz
widzisz kolo jak podrywać chamskim flirtem
czubasa z przed telewizora wyganiał na piłkę
taaa mogliśmy wyrosnąć na popaprańców
bo to już inna WWA niż warszawa powstańców
nie bronimy miasta, już tylko dusze
w walce z nijakością mało kto z życiem uszedł
więzy gusta slang praca i to co pijesz
nie czekamy biernie aż to się rozmyje
słyszysz „Volt” myślisz piwo, może taniec
dla nas to autor płyt które znamy na pamięć

bo my, tępimy głupotę każdego dnia
my, większość zwrotek zaczynam od ja
teraz my, nie Sekielski i Morozowski
Ten Typ to nie ciuchy Lacoste a dupy płyty i jadłospis
my, tępimy głupotę każdego dnia
my, większość zwrotek zaczynam od ja
teraz my, z dala od plastikowych dziwek
liczymy że niegłupie poglądy też są zaraźliwe

Diss mówi Ci to coś? Beef mówi Ci to coś?
A Frezz, kurwa wiesz jak rapował ten gość?
Kto o nim pamięta? My! bo był najlepszy
i chociaż go nie znałem daje mu te cztery wersy
Bo my mierzymy sukces nieco inna miarą
Czy decyzje dadzą Ci wstyd czy chwałę na starość
My to nie bunt, bunt nie chce rozwiązań
My im stwarzamy grunt, grunt solidny jak stary Ślązak

My nie wchodzimy na Pudla
Nie wierzymy we wszystko co wyskoczy z Googla
CKM ma fajne dupy, ale nas nie śmieszy
Gajos i Frycz są jak De Niro i Pesci

Autorytety…

Ostatnio daje się zauważyć pewną (przykrą moim zdaniem) tendencję, która – wcale nie powoli – zaczyna być coraz powszechniejsza. Można ją zaobserwować w życiu codziennym, można o niej przeczytać w tzw. fachowej prasie, gdzie dyskutują na jej temat „osoby, które mają przed nazwiskiem więcej liter i skrótów, niż jest symboli w tablicy Mendelejewa” (pozwoliłem sobie na parafrazę wypowiedzi mojego dobrego znajomego 😉 ).
Tą tendencją jest pewna zmiana w podejściu dzieci i młodzieży do autorytetów, a konkretniej popadanie w skrajności: albo całkowite ich odrzucanie, albo przyjmowanie ich bezkrytycznie, nie wspominając już nawet o tym, że coraz częściej autorytetami stają się ludzie, którzy krótko mówiąc być nimi nie powinni.
Daruję sobie tych ostatnich. Ale warto się zastanowić nad dwoma pierwszymi podejściami.

Rezygnacja przez młodzież z autorytetów to już nie to samo zjawisko co w buntowniczych latach 60’, 70’, czy 80’. O ile tamtą postawę można było „usprawiedliwić” (choć nie do końca trzeba to robić) pewnymi kontekstami historycznymi, politycznymi, czy społecznymi i uznać tamten nonkonformizm jako wyraz sprzeciwu np. wobec postępowania władz, o tyle postawa dzisiejszej młodzieży moim zdaniem wywodzi się bardziej z obojętności i bierności, aniżeli z przybranej postawy buntowniczej. Nie postrzega się teraz autorytetów tak jak dawniej, bo również i szacunek do innego człowieka uległ „degradacji”. Upadają podstawowe relacje międzyludzkie. Do ludzi starszych coraz częściej większość młodych ludzi odnosi się w sposób lekceważący, negując tym samym ich doświadczenie, „mądrość życiową” i nierzadko bogatą i barwną historię. Niewątpliwie u źródeł tej postawy leży również „debilizacja” społeczeństwa, określenie brutalne, ale moim zdaniem trafne. Niestety idiotyzm leży chyba w sprzecznej relacji do czerpania z mądrze obranego autorytetu.

Z drugiej strony nastaje tendencja do obierania autorytetów banalnych, związanych ściśle z płytką i jałową kulturą masową. Coraz częściej autorytetami stają się po prostu ludzie popularni, którzy tak naprawdę nie reprezentują sobą niczego, zaś ich jedynym, niepodważalnym atutem jest właśnie popularność. Ze względu na to, że nie zamierzam urazić niczyich uczuć, nie będę podawał przykładów.

W tym miejscu wyrasta przed nami kolejny problem – bezkrytyczne postrzeganie autorytetów i bezmyślne ich naśladowanie. Tutaj nasuwa mi się pewien przykład. Pierwszego dnia mojej przygody z liceum ogólnokształcącym, zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego mieliśmy małe klasowe spotkanie pod egidą pani dyrektor, którego celem było zapoznanie się ze sobą poszczególnych uczniów. Po serii podstawowych pytań pokroju „przedstaw się”, „skąd jesteś”, „do jakiej szkoły chodziłeś” i „wymień swoje zainteresowania”, lekko ucierpiała kreatywność zadającej pytania dyrektor i po dłuższym czasie zadała pytanie o autorytet. Gdy doszło do mnie powiedziałem, że autorytetem dla mnie jest Magik (dla niewtajemiczonych Piotr „Magik” Łuszcz urodzony 18 marca 1978 w Katowicach, zmarły tragicznie 26 grudnia 2000 – polski raper, członek Kaliber 44 i Paktofoniki, do tej pory nie znana jest przyczyna śmierci, ale niektórzy twierdzą, że Magik wyskoczył przez okno ze swojego mieszkania). Potem któryś z kolegów zadał mi pytanie, co ja widzę w gościu, który dokonał próby samobójczej i czy zamierzam zrobić podobnie. Zaznaczam, że nie było to pytanie sarkastyczne, ale szczere. Reasumując, uważam że prawdziwego autorytetu nie należy przyjmować bezkrytycznie, tylko czerpać z niego to, co w nim najlepsze, niezwykłe i wyjątkowe, wszak nikt nie jest idealny i ludzie są tylko ludźmi. To, że posiadasz autorytet nie znaczy, że masz zachowywać się tak jak ta osoba, nie musisz ubierać i wysławiać się tak jak ona. Możesz podziwiać i inspirować się tym, co Ci się w tej osobie podoba, co Ci imponuje i tak było w moim przypadku, gdyż Mag był i jest nadal dla mnie niepodważalnym mistrzem rymowanego słowa…

Myślę, że autorytety są czymś ważnym, zwłaszcza w młodym wieku, gdy kształtuje się psychika młodego człowieka. Pozwalają one wtedy obrać odpowiedni azymut rozwoju intelektu i charakteru. To rzecz także istotna dla ludzi, którzy przywiązują uwagę do procesu samodoskonalenia się.
Powyższy post nie ma na celu obrażania nikogo, tylko zwrócenie uwagi na pewną problematykę. Wyszło mi trochę chaotycznie, ale mam nadzieję, że nie zostanę opacznie zrozumiany i zachęcam do dyskusji!
A na deser idealnie pasująca satyra autorstwa Arkadiusza Gacparskiego.gacparski2

Cytując tytuł pewnej płyty… Masz i pomyśl…

To nie karnawał, ale tańczyć z Nią chcę
Znam Ją 30 lat, ale wciąż niewiele wiem
Wiele serc bije dla Niej, wiele w Niej
Do szaleństwa zakochane wszystko zrobić są w stanie
Dzień wstaje, nową nadzieją nad Jej brzegiem
Za rękę przed siebie choć czasem Jej nie poznaję
To nie matka ale wzięła mnie w opiekę
Pokazała mi emocje, nauczyła być człowiekiem
Mimo że kiedyś będę musiał wszystko oddać
Los zada pytanie: „Staniesz przy Niej czy Ją poddasz?”
Jedna z Jej lekcji była o wierności
Tej ostatecznej do ostatniej krwi kropli
Bywam okropny dla Niej, często się wściekam
Bywam obojętny, chciałbym tylko Ją odwiedzać
Tak od święta, wyjechać jak inni to robią
Nie umiałbym Jej zostawić, proszę nie pytaj mnie o Nią.

I nie pytaj mnie o Nią, znasz Ją doskonale
Nie pytaj co Tobie da, lecz co Ty możesz zrobić dla Niej
Codziennie w innym stanie Ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o Nią Cię zapyta.

I nie pytaj mnie o Nią, znasz Ją doskonale
Nie pytaj co Tobie da, lecz co Ty możesz zrobić dla Niej
Codziennie w innym stanie Ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o Nią Cię zapyta.

To nie kochanka, ale co noc sypiam z Nią,
Nawet jeśli wokół drwią i się śmieją wciąż i wciąż
Nawet jeśli będę sam z Nią jedynie
Bo cała reszta postanowi kochać inne
Zły sen, bo to ideał dla milionów
Często pierwsza miłość od kołyski do grobu
Wielu tęskni za Nią, wielu nie może wrócić
Więc w sercach Ją mają czekając, aż los się odwróci
To nie muza, ale daje mi natchnienie
By obserwować wszystkie Jej blaski i cienie
I widzieć Ją jaka jest, starać się rozumieć
W głosów tłumie czego naprawdę chce i co czuje
Nasz wspólny obowiązek i troska
Jej dzieci to ja i Ty ale i ćpuny na dworcach
Mówią o Niej bzdury, nas nic nie przekona
A póki my żyjemy, żyje Ona!

I nie pytaj mnie o Nią, znasz Ją doskonale
Nie pytaj co Tobie da, lecz co Ty możesz zrobić dla Niej
Codziennie w innym stanie Ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o Nią Cię zapyta.

I nie pytaj mnie o Nią, znasz Ją doskonale
Nie pytaj co Tobie da, lecz co Ty możesz zrobić dla Niej
Codziennie w innym stanie Ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o Nią Cię zapyta.

Leszek „Eldoka” Kaźmierczak, „Nie pytaj mnie o Nią”

Wiesz o czym traktuje ten tekst?…

eldo

Zetena – W Rymach Siła (2005) – recenzja.

Zanim rozpocznę właściwą treść dzisiejszego posta (który to będzie kolejną recenzją, tym razem lubelskiego nielegala Zani Pt. „W Rymach Siła”) postanowiłem, w celu doinformowania wszystkich zainteresowanych zwiedzaniem tego bloga, powiadomić Was, Drodzy Czytelnicy, że dotychczasowy system zamieszczania notek ulegnie zmianie. Aby osiągnąć kompromis pomiędzy zapotrzebowaniem na nowe, świeże i często dodawane notki (chyba głównie moje zapotrzebowanie) a brakiem możliwości technicznych na czynienie tego na obszarze stancji, postanowiłem wprowadzić delikatną zmianę… Otóż postaram się teraz pisać poszczególne notki w Lublinie, zapisywać na jakiś nośnik i dodawać (z wklejoną adekwatną datą) gdy weekendami będę miał dostęp do Internetu w domowym zaciszu.

Przechodząc do meritum – czyli wspomnianej już recenzji, na dzisiejszy dzień postanowiłem zrecenzować świetnego nielegala (zainteresowanym a niedoinformowanym wytłumaczę pojęcie jeśli pojawi się takie pytanie) lubelskiego MC i producenta Zeteny z roku 2005. Dlaczego akurat ta płyta? Dlatego, że płyta w przeciwieństwie do wielu „legalnych” produkcji płyta ta trzyma wysoki poziom, dlatego, że jest na niej sporo fantastycznych smaczków (jak choćby parę mistrzowskich bitów, które wyszły spod ręki Zani), dlatego, że Zania wybrał ciekawą formę połączenia klasycznego albumu producenckiego z nagraniami w których oprócz podkładu udziela się „na mikrofonie”, lub choćby dlatego, że jest to produkcja lokalna i naprawdę warto sprawdzić jak się trzyma lubelska scena i jaki prezentuje poziom.

„W rymach siła” to 19 kawałków (w tym intro, outro), 3 remixy (lubelskiego Snajpera, drugi to remix kawałka Reno „Natura ludzka”, a ostatni z płyty MC z Zamościa – rAs’a) i 14 świeżutkich utworów. Sam Zetena udziela głosu w numerach „Za każde słowo”, „To nie promo” i „Respekt”, natomiast w reszcie utworów możemy usłyszeć zarówno reprezentantów lubelskiego podziemia (jak np. Golon, Tybet, Adei, Dusza, czy legendy lokalnej sceny pokroju Galerii, Snajpera, czy Zeto) jak i underground’owych zawodników spoza Lubelszczyzny (z epatującym energią i posiadającym świetny twardy głos Kamą z Gostynina i niezwykle błyskotliwym i „przyjaźnie bezczelnym” Reno). Jest jeszcze jedna rzecz, która czyni tą produkcję wyjątkową – fantastyczne bity. Poziom ich wysmakowania, dopracowania, nasycenia różnorodnymi brzmieniami, jak i sam dobór odpowiednich sampli pozwala delektować się tymi produkcjami i rozsmakowywać się w każdej nucie. Dzieje się tak, mimo iż momentami MC’s trochę zawodzą (tak jest moim zdaniem w przypadku utworu „Po co Ci to”, gdzie mocno przeciętny Majk udziela się na świetnym podkładzie z genialnym samplem, który przynajmniej u mnie i u kilku znajomych wywoływał dreszcze na plecach, czy też melancholijnym podkładem z „Na faktach nieautentycznych”). Jest tu parę doskonałych utworów, w których goście również imponują formą, jak np. „Taki a nie inny” z Kamą, „To miejsce” z Golonem (z którym Zania współpracował już w ramach projekty BitFabryka), „Rozkręcenie” z jak zwykle mistrzowskim Qubą z Galerii, czy też niosący pozytywny przekaz „Czego chcesz” z gościnnym udziałem chłopaków z Zarysu Zdarzeń.

Dodatkowo zamieszczam tracklistę:

1. Intro
2. Taki a nie inny (ft. Kama)
3. To miejsce (ft. Golon)
4. Za każde słowo (ft. Peny)
5. Rozkręcenie (ft. Galeria)
6. List do znawców (ft. Zeto)
7. Dobre słowo (ft. Boguduch)
8. Po co Ci to (ft. Majk)
9. Zamkniety krąg (ft. SNR (remix))
10. To nie promo (ft. Tybet)
11. Natura ludzka (ft. Reno)
12. Krótka treść o miejscach (ft. Konkret Przekaz)
13. Respekt (ft. Adobe, Golon, Adei)
14. Bezsenność (ft. rAs (remix))
15. Czego chcesz (ft. Zarys Zdarzeń)
16. Nie musisz (ft. K’ucer)
17. Na faktach nieautentycznych (ft. Dusza)
18. Zazdrość (ft. Adei, Rzydo)
19. Outro (ft. Fatmatthew)

Zainteresowanych odsyłam do samej płyty, naprawdę warto!

zna-wrsjpg

Bądź sobą!

Przypomniała mi się jedna rzecz, która skłoniła mnie wielokrotnie do dość głębokich refleksji… Niestety moje przemyślenia nie były zbyt pozytywne i nie napawały mnie optymizmem. Ale do rzeczy…

Jakiś czas temu na ćwiczeniach z socjologii w naszej grupie został poruszony wątek teatralności życia w kontekście tego, że człowiek przybiera różne maski do różnych ról i jest elastyczny w zależności od sytuacji. Praktycznie wszyscy jednogłośnie się z tym zgodzili, ba, powiedzieli wręcz, że sami tak robią i uważają to za normalne. Ja tymczasem siedziałem cicho tłamsząc w sobie wybuchy niepohamowanych emocji…

Ludzie, czy myślicie tak na poważnie!?! A gdzie normalna ludzka szczerość!?! Naprawdę, to co usłyszałem przeraziło mnie okropnie… W dyskusji słychać było opinie, że wielu ludzi teraz tak robi i że ułatwia to życie. Serio? A kto powiedział, że łatwiej znaczy lepiej? Przypomina mi się takie stare, dość dziecinne, ale niezwykle trafne tutaj porównanie… „Jak wszyscy skaczą w ogień, bo twierdzą, że tak jest fajnie, to Ty też skoczysz?”, albo wręcz dosadniej: „Jedzmy g***o, miliony much nie mogą się mylić!”.

W moim mniemaniu dostosowanie siebie do sytuacji (a zwłaszcza własnej moralności) to po prostu… no… w dobitnych słowach mentalne k******o… Wcielanie się w inną osobę to oszukiwanie nie tylko innych, ale przede wszystkim samego siebie. A wymierne korzyści z udawania kogoś lub czegoś? Przepraszam, może wydawać się wam to głupie i staromodne, ale dla mnie istnieje coś takiego jak honor. Nie tylko istnieje, ale jest również priorytetem! Brzydzę się włażeniem komuś w tyłek, żeby samemu mieć lepiej… Dlatego jestem przeciwny „dobieraniu ról i masek” i sam nie mam zamiaru tego robić. Jestem kim jestem i nie będę udawał, że jest inaczej. A zmieniać siebie wolę nie przez udawanie kogoś innego, tylko przez eliminowanie własnych słabości i niedoskonałości…

Podsumowując… To, że inni tak robią, to nie znaczy, że mamy to robić my! „Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie!”

…:::FORZA JUVE!!!:::…

JUVE

JUVE

Roma vs. Juve 1-4
FORZA GRANDE JUVE!!!

!!!FORZA BIANCONERI!!!

„Człowiek z blizną” czyli „wzloty i upadki”

Tony MontanaRecenzja filmu „Człowiek z blizną”

Koneserom kina gangsterskiego tego tytułu przedstawiać nie trzeba… Ja chciałbym jednak namówić tych, którzy nie widzieli tego filmu, by zwrócili na niego swą uwagę. Dzieło Briana De Palmy bowiem nosi również znamiona dramatu i poniekąd (moim zdaniem) filmu psychologicznego. Sprawia to, że nie jest to dzieło „o jednej twarzy”, proste, tylko posiada swoistą „głębię”, pewne podteksty i treści, które można wyłowić dopiero po głębszym „wbiciu się w treść” „Scarface’a”. Dodatkowego smaczku dodaje fantastycznie dobrana muzyka (autorstwa Giorgio Morodera), która pozwala mocniej „wczuć się” w niepowtarzalny klimat gangsterskiego półświatka szalonych amerykańskich lat osiemdziesiątych.

Myślę, że największą siłą tego filmu jest jego główny bohater Tony Montana, doskonale zagrany przez giganta kina – Ala Pacino. Aktor, przy dużym udziale reżysera De Palmy i scenarzysty Olivera Stone’a, wykreował niebanalną postać, człowieka z jednej strony niezwykle brutalnego i bezwzględnego, z drugiej zaś ambitnego, bezkompromisowego, trzymającego się kurczowo wyznawanych zasad i wartości. Postać ta więc, pomimo tego, że zdajemy sobie sprawę z jej ułomności, zła i brudu moralnego, wzbudza pewną dozę sympatii i szacunku (przynajmniej takie są moje odczucia). A więc dzieje się podobnie, jak w przypadku legendarnego już Ojca Chrzestnego, wykreowanego pierwotnie przez mistrza kryminału – Mario Puzo.

Mistrzowski kunszt aktorski Ala Pacino jest również niepodważalnym atrybutem „Człowieka z blizną”, zaś przykład jednej z pierwszych scen w filmie – przesłuchania Montany, na pewno na stałe utkwi w mojej pamięci jako przykład niezwykłej aktorskiej sztuki, naturalności i mistrzostwa w kreowaniu bohatera przez aktora.

Specjalnie nie zdradzam żadnych (poza jedną opisaną fragmentarycznie sceną i głównym bohaterem) wątków filmu, gdyż moim zdaniem nie warto zdradzać żadnych wątków fabuły. Pragnę Was tylko zachęcić do obejrzenia tego, kultowego w pewnych kręgach, filmu i własnej oceny wspomnianego dzieła.

Strzeżcie się poprawek!!! ;)

Poprawki przynoszą za sobą przykre, często nieoczekiwane konsekwencje… Tak stało się niestety i w moim przypadku, kiedy to udając się do „odpowiedniej osoby” w celu usprawiedliwienia nieobecności i okazaniu indeksu i zwolnienia lekarskiego zostałem wyzywany od „ludzi śmiesznych”, „przestępców” itp. Oczywiście tłumaczenia, że były dwa terminy poprawek, w tym ta nieoficjalna, gdyż podczas pierwszej „inna odpowiednia osoba” zdołała przepytać 10 osób i potrzebny był drugi termin, kolidujący właśnie niefortunnie z angielskim i przez to trzeba było zdawać drugą poprawkę, nieoficjalną, a przy wpisie widnieje, o zgrozo, data pierwszej poprawki. Żarliwa dyskusja zaowocowała podwyższonym ciśnieniem i skoczeniem tzw. gula (jeśli już trzymamy się języka stricte fachowego), ale „najlepsze” dopiero mnie czekało… Dowiedziałem się, że takie zwolnienie można załatwić sobie na byle bazarze (serio? Ja o takich ciekawych targowiskach nie słyszałem…), że to nadaje się do prokuratury i… coś jeszcze, ale wzburzenie nie pozwoliło mojej percepcji i pamięci zarejestrować owych, zapewne niezwykle „ciekawych” i „celnych” sformułowań… Autentyczność została podważona na podstawie przekonania „odpowiedniej osoby” o tym, że lekarz ZAWSZE wypełnia wszystkie pola, również takie jak PESEL pacjenta i adres zamieszkania (hmmm… moje doświadczenia są zgoła przeciwne – im mniej roboty, tym lepiej) Po moim oświadczeniu, że na zwolnieniu widnieje przecież numer lekarza i skoro „odpowiednia osoba” podważa moją uczciwość (!) to istnieją proste sposoby na zweryfikowanie prawdziwości okazanego dokumentu. Ale „odpowiednia osoba” nie chciała przyjąć tego do wiadomości… A ja nie chciałem się dalej kłócić i szargać i tak już skołatane nerwy… I tak zostałem zrugany, prawie podany do prokuratury i… z nadal nieusprawiedliwionymi godzinami…

P.s. Stosowanie zwrotów takich jak „odpowiednia osoba” było celowe i miało za zadanie wprowadzenie elementów suspensu 😉

Możliwości…

Drugi semestr rozpoczęty… Czas więc, by wyciągnąć wnioski z pierwszego i pomyśleć nad tym co należy poprawić, czemu dać spokój a nad czym się skupić swoją uwagę w obliczu narastającego wrażenia, że doba staje się coraz krótsza… I coraz częściej za krótka… W życiu czas upływa nieubłaganie, ani się spojrzałem a już mamy połowę marca, dlatego też trzeba korzystać z danego nam czasu w odpowiedni sposób, by „wyssać” z niego jak najwięcej treści i wykorzystać możliwości jakie przynosi nam los. I wydaje mi się, że takie możliwości zostają powoli przede mną otwierane. Możliwość współpracy z Radiem Er, czy opcja współtworzenia radia internetowego wraz z innymi studentami to ogromna szansa na zdobycie bezcennego doświadczenia, wzięcia udziału w różnych szkoleniach, czy choćby posłuchania i porozmawiania z ludźmi, którzy od lat żyją z dziennikarskiego rzemiosła, nie wspominając już o autorytetach w tej dziedzinie. Mówcie co chcecie, ale jeśli słyszę, że mogę się nauczyć czegoś od ludzi, którzy są ode mnie znacznie bardziej doświadczeni i „obyci z materią”, a ja mam możliwość też trochę tego zaczerpnąć i na dodatek istnieje szansa załapać się na interesujące mnie kursy, w stylu realizacji dźwięku, to nie wiem jak was, ale mnie to kręci!

Możliwości to jedno, obowiązki – drugie. A trzeba pamiętać, że im więcej rzeczy się podejmuje, tym ilość obowiązków rośnie. Ale chyba trzeba się rozwijać, a ja już przywykłem wymagać od siebie dużo (choć jestem świadomy, że nie zawsze mi wychodzi realizacja zamierzonych celów). Ale w końcu zgadzam się w pełni z maksymą, że „zanim zaczniesz wymagać od innych, wymagaj od siebie”.

Newer entries » · « Older entries