Pożywka

W sobotni ranek budzi mnie dźwięk syren pojazdów uprzywilejowanych. Pierwszy jeszcze odruchowo zbywam i próbuję spać dalej, ale chaotyczna symfonia kilku kolejnych sygnałów i przede wszystkim ich bliskość powoduje zerwanie się z łóżka i przetarcie zaspanych oczu.

Przyciskam nos do zimnej tafli okna, rozglądam się i… nie widzę niczego nadzwyczajnego… Zwracam uwagę jedynie na to, że znów napadało sporo wstrętnego śniegu. Ale do moich z biegiem czasu rozbudzanych zmysłów zaczyna docierać coraz więcej bodźców. Syreny… Gdzieś blisko… Bardzo blisko… Nakładam bluzę czując wewnętrzny niepokój. Wychodzę na balkon powoli i ostrożnie stawiając kroki po śliskich płytkach jakimi wyłożony jest balkon. I widzę… Kolejny wypadek na Nadbystrzyckiej. Mały Ford Ka i niewiele większy Opel Tigra, dwa wozy strażackie i zawracająca właśnie karetka. Ale z perspektywy ósmego piętra niewiele widać, drzewa zasłaniają resztę jezdni, a w wypadku coś się nie zgadza – Opel ma zgięty przód, mimo że stoi tyłem złączony z Fordem. Może jest trzeci? Ciężko mi przełknąć ślinę. Brat wyjechał na uczelnię z rana. Szybko chwytam za komórkę i wysyłam smsa z pytaniem czy wszystko ok. Muszę się upewnić, szybko ubieram ciepły dres, narzucam na siebie niedbale kurtkę, chwytam za czapkę i wychodzę. Zjeżdżam na dół windą, wychodzę pospiesznie z bloku i szybkim krokiem zmierzam w kierunku Nadbystrzyckiej ślizgając się na zamarzającym śniegu. Dochodzę do miejsca zdarzenia i… czuję wielką ulgę… Nie ma trzeciego auta… Do tego przychodzi odpowiedź od Kuby, „tak, a co jest?”. Na miejscu mało się dzieje, policjanci z nie oznakowanego radiowozu drapią się po głowach, a żadnego strażaka nie widzę w pobliżu, pomimo dwóch pojazdów tej służby. Ranni już zabrani, na miejscu stoi jedynie spora dość liczna grupka gapiów snujących insynuacje i podważających inteligencję ofiar wypadku. Szybko wizualizuję sobie wypadek i dochodzę do wniosku, że Opel jest tak odwrócony, bo zapewne po uderzeniu zaczął się obracać, a potem siłą rozpędu „dobił” do drugiego auta. Chcę wrócić do mieszkania. Odwracam się i w tym momencie zaczepia mnie pytaniem dojrzała kobieta, niczym nie wyróżniająca się wśród innych, „ktoś zginął?”, „nie wiem, mam nadzieję, że nie” odpowiadam zamierzając odchodzić, a kobieta kwituje to westchnieniem i zawiedzioną miną. Nie potrafię zajrzeć jej w umysł i odczytać myśli, ale zabrzmiało to… okrutnie… Zabieram się w drogę powrotną, idę po schodach w kierunku supermarketu mijając po drodze dwóch mężczyzn, na oko 27 – 30 lat. Obaj dzierżą w dłoniach po aparacie cyfrowym i wymieniają spostrzeżenia: „ten debil za*******ał pewnie od miasta”, „no i nie potrafił tego robić tak jak my, bez przypału”, po czym biorą się do robienia zdjęć. Wracając myślę…

To, że mało ambitne media faszerują nas jeszcze mniej ambitnymi treściami nie jest tylko „zasługą” dziennikarzy, ale również samych odbiorców – to ich chore fascynacje powodują, że poruszana jest tematyka odnosząca się do tak niskich instynktów. Gwałty, morderstwa, kradzieże, dewiacje, śmierć… Kontrowersyjne rzeczy przyciągają audytorium… Gdyby nie obleśna ciekawość rzeczy, które powinny zostać w strefie prywatnej osób (choćby tych znanych), nie pociąg do tego co złe (chociażby po to, żeby przez chwilę poczuć się lepszym) to podejrzewam, że wydawcy nie zgadzali się na drukowanie tak płytkich tekstów. A że w dzisiejszym świecie niestety praktycznie wszystko kręci się wokół blasku monety media korzystają z okazji i niestety spełniają niskie oczekiwania mas karmiąc je takimi właśnie treściami. Błędne koło… Czy jest wyjście z tej sytuacji? To już pozostawiam do refleksji każdemu, kto przeczytał ten tekst i ma na te przemyślenia ochotę.

Advertisements

2 komentarze »

  1. kamuii Said:

    hej! pamiętam ten wypadek, to było gdzieś około 11, przyglądaliśmy się niemu z balkonu. pamiętasz jak w tamtym roku robiliśmy razem zdjęcia jeszcze gorszemu wypadkowi, bo dużo stłuczek na nadbystrzyckiej. pozdro!

  2. Bartek K. Said:

    Nic się już nie da zrobić. Chciało się kapitalizmu, to trzeba się temu kapitalizmowi podporządkować. „Maszeruj albo giń” jak to mawiają w legii cudzoziemskiej. Media również uczestniczą w tym kołowrotku i nie ma co się dziwić. „Misja” TVP to fikcja, która jest szumnie wykorzystywana przez wpływy głównie „ugrupowania religijnego”. A, że mózgi na wierzchu, jucha i zgwałcone 7 letnie dziewczynki, zawsze się dobrze sprzedawały to czemu tu się dziwić?

    Co można zrobić? Wyłączyć komputer i telewizor i pójść na spacer po saskim albo ogrodzie botanicznym. Albo na piwo, względnie wino, ewentualnie wódkę („Bo świat wtedy wydaję się mniej szary”)

    Peace.


{ RSS feed for comments on this post} · { TrackBack URI }

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: